Dobrze

Nie poszłam dzisiaj do pracy. 
O dziwo nie było to z mojej inicjatywy ani winy. Nawet specjalnie wczoraj poświęciłam czas na opracowanie i zrozumienie menu, żeby przyspieszyć okres treningu. Wieczorem napisałam do menadżera, żeby upewnić się, na którą mam przyjść. W odpowiedzi zostałam poinformowana, że należało zwołać spotkanie zarządu, jest ono jutro, a ze mną skontaktują się w ciągu paru kolejnych dni.
Straszna chujnia!
Obudziłam się dzisiaj, wobec tego z ego w tysiącu elementów bez obrazu poglądowego, dodatkowo utrudniając sobie jego poskładanie porównywaniem się do innych. Pławiłam się w autonienawiści i goryczy myśląc, że kurwa po wszystkim co dzieje się w ciągu ostatnich tygodni, od teraz przecież miało już zacząć robić się dobrze. Przecież włożyłam odpowiedni wysiłek w znalezienie i zdobycie pracy, wstawałam odpowiednio rano, zakładałam eleganckie ubranie, byłam miła i profesjonalna. Zostało mi powiedziane, że jestem pożądana do pełnienia funkcji – co raczej dosyć bezpośrednio wskazuje na to, że obydwie strony chciały wejść w układ, w którym w zakresie relacji pracodawca-pracownik będziemy sobie nawzajem robić dobrze. Robić sobie nawzajem dobrzetak bardzo, aż moje ręce odpadną od przynoszenia talerzy francuskich kulinariów, a nadgarstki mojego menadżera zwyrodnieją od rzucania we mnie nielegalnie nieopodatkowaną gażą.
Jednak pojawiające się w mojej głowie określenie dobrze, okazało się w żaden sposób znaczeniowo nie zaspokajać potrzeb tej sytuacji.
Co to niby rzeczywiście znaczy dobrze. Czy jest to stan? Czy można to zauważyć w czasie rzeczywistym? Czy jest to może tylko ocena tego co się wydarza? To oznaczałoby, że dobrzejest konstruktem logicznym zbudowanym przy udziale racjonalnego myślenia, może nawet przy odwołaniu się do zasad moralnych.
Szczerze mówiąc, mnie niespecjalnie przekonuje teoria, że dobrzeto suma poszczególnych szczęść. Rzeczywiście może ona przynosić benefity, jeżeli chodzi o interes społeczeństwa, ale również arbitralnie krzywdzi jednostki znajdujące się w mniejszości. Jednostki są odbiorcami jakiejś sytuacji, a w ich mózgach pojawia się adrenalina, dopamina, nadnercza produkują kortyzol. Fabryczne ustawienia jednostki sprawiają, że nie przechodzi ona procesu logicznego, aby ustalić co jest dobre – za to automatycznie wypełnia ją jasne przekonanie o tym co jest złe, czyli odwrotne dobremu. To wszystko powoduje, że jednostka nie daje najmniejszego faka o dociekanie do logicznego konstruktu dobra.
Można to zgeneralizować do stwierdzenia, że szukanie sumy szczęść jest niezgodne z ludzką naturą jednostki. Dlaczego, wobec tego należy wybierać to co jest mniej naturalne. Czy gdyby działanie na korzyść większości miało być lepsze dla przetrwania jednostki, człowiek nie zostałby inaczej uwarunkowany? W takim przypadku jego naturalne reakcje nie wykazywałyby egoizmu, a raczej wchodziłyby w rejony spotęgowanej empatii do innych. Może nawet zahaczałyby o system na zasadzie hajwmajndu. 
Ja jestem jednak pewna, że bez znaczenia czy wynika to z mojej słabej identyfikacji z grupą, czy z niefarta braku połączenia z bytem zbiorowym, mój interes i moje dobrojest zawsze mojsze i lepsze i ważniejsze. Do tego jeszcze, jest ono jako takie oceniane przez mój mózg w czasie rzeczywistym.
Skłania mnie to do konkluzji, że subiektywnie rzecz biorąc nie jest mi na rękę korzystać ze społecznie uwarunkowanej doktryny dobra. Jest to na rękę tylko tym częściom społeczności, które są najsłabsze. Bez polegania na uprzejmości jednostek silniejszych – którym nie mogłyby się przeciwstawić, aby dbać egoistycznie o swoje własne dobro – nie byłyby w stanie przetrwać. Może to…dobrze? Może wtedy silni byliby szczęśliwi, mierni stawali się silniejsi, a słabi zanikali wykańczani selekcją naturalną. To co by zostało to jednostki, które niezależnie od struktury społecznej są w stanie dostać zastrzyku słodziutkiej serotoniny. Jednak na tym poziomie moich przemyśleń bardzo blisko jest już do gorączkowego przepisywania argumentów Raskolnikowa. Więc trochę boli mnie głowa, bo bardzo chciałabym powiedzieć, że jestem silniejsza i sama zapracowałam na to, że jest mi dobrze. Ale przecież wcale nie jest. Jest chujowo. A do tego jest chujowo, niezależnie od tego, ile wcześniej się napracowałam, żeby tak nie było.
Dobro jest złe, a mnie chce się piks, kiedy moje żebra przyklejają się do żeber Janka.
Zuza

Komentarze

Popularne posty